“Egoizm narodowy do dziś w nas tkwi”

Paweł Śpiewak, Grzegorz Gauden, Jolanta Żyndul, Artur Markowski podczas spotkania w ŻIH 3.10.2019

“To próba wielogłosowego opisania tego, co zdarzyło się we Lwowie” – tak o książce Grzegorza Gaudena “Lwów – kres iluzji” mówił dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, prof. Paweł Śpiewak, podczas spotkania dotyczącego tej publikacji, które odbyło się 3 października w siedzibie ŻIH.

Książka opisuje pogrom na ludności żydowskiej, jakiego dokonali Polacy we Lwowie w listopadzie 1918 r.

Śpiewak przyznaje, że lektura jest ciekawa, a samą książkę nazywa “polifoniczną”. “Proponuje ona całościowy obraz wydarzeń, o których się nie mówiło, które zostały zapomniane” – podkreśla dyrektor ŻIH.

Autor przypomina, że w okresie międzywojennym o tym pogromie raczej się nie mówiło i nie pisało. Nad tekstem zaczął pracować trzy lata temu. “Szukałem materiałów gdzie się da” – mówi Grzegorz Gauden. “Przeczytałem wspomnienia obrońców Lwowa – ponad 2 tysiące stron – i okazało się, że niemal wszystkie kończą się 22 listopada 1918 r.” To wtedy rozpoczął się trwający dwa dni pogrom Żydów. W książce autor zamieścił odnalezione w lwowskich archiwach zeznania ofiar i świadków tamtych wydarzeń. Nie wykorzystał wszystkich dostępnych materiałów. “Gdybym cytował więcej, powstałaby monotonna litania makabry” – wyjaśnia. “Może ta książka będzie impulsem dla młodszych historyków, by zbadać te archiwa”.

Jolanta Żyndul z ŻIH zapewnia, że historycy wiedzieli o tym pogromie dużo, chociaż być może w powszechnej świadomości przeciętnego odbiorcy ta wiedza mogła być ograniczona. Jej zdaniem zaletą książki Gaudena jest drobiazgowy opis wydarzeń, powołanie się na świadków i zamieszczenie listy ofiar. Wadą – jak uważa – jest natomiast zbyt emocjonalny opis przedstawianych zjawisk. “Mnie, jako historykowi, nie do końca to odpowiada, ale takie książki bardziej się przebijają. Kiedy nam zabraknie skali do opisywania większych wydarzeń? Moja historyczna wrażliwość mówi, by zachować w pisaniu pewną gradację” – zaznacza Żyndul.

Powszechna wiedza o pogromie nie istniała, ale wszelkie jego ślady (jak w wielu podobnych przypadkach) zaczęto zamazywać bezpośrednio po tych wydarzeniach. I robiły to zarówno ofiary, jak i sprawcy. “Był to brutalny akt napięcia społecznego kosztujący mienie, życie, traumę wielu osób” – wyjaśnia Artur Markowski z Muzeum Polin. “Wiedza o tym kto kogo mordował okazywała się mało przydatna. Bo po pogromach Żydzi musieli jakoś układać sobie współpracę z otoczeniem, nie wyjeżdżali z miasta masowo. Znajdywano więc kogoś z zewnątrz, na kogo można było zrzucić winę, np. na Ukraińców”.

Gauden zaznacza, że historycy są profesjonalistami i mówią chłodno o tragicznych wydarzeniach z przeszłości. Sam nie chce pisać w ten sposób. “Będę psiał emocjonalnie. Nie mogę inaczej, kiedy czytam te relacje, antysemickie pisma. Egoizm narodowy do dziś w nas tkwi. Myśmy się od tego nigdy nie uwolnili” – zapewnia, podkreślając, że zależało mu na opisaniu tego, co jest “naszą odpowiedzialnością”.

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.