„Krucha siatka pozorów”. O książce Deborah Levy “Płynąc do domu”

Od początku nie umiem podporządkować sobie tej książki. Uwiera mnie i drażni swoją ulotnością, wieloma momentami ciszy między kolejnymi zdaniami i wątkami, wydaje się być celowo niedokończona, niewysłowiona, mętna.

Mozaikowa narracja irytuje i przyciąga jednocześnie.

Książka w dużym stopniu intryguje postaciami, które w znacznej mierze łagodzą tę enigmatyczną, rwaną formę na jaką zdecydowała się autorka.

Szczególne miejsce w strukturze powieści mają dwie postaci: Jo i Kitty.

Jo Jacobs to “brytyjski poeta, słynny poeta, poeta dupek, żydowski poeta, poeta ateista, poeta modernista, poeta ocalały z Zagłady, poeta kobieciarz”, pełen tajemnic i niewiadomych, mówiący do siebie, uciekający w stronę własnych myśli. Urodził się w 1937 roku w Łodzi jako polski Żyd, Jozef Nowogrodzki, któremu udaje się uciec do Wielkiej Brytanii w wieku 5 lat (ta kwestia interesuje mnie najbardziej – na cud zakrawa jego udana ucieczka z Polski 1942 roku). Nazwisko zmienili mu nauczyciele w szkole z internatem, z troski o wymowę.

Kitty Finch jest z kolei wielką entuzjastką, zagorzałą fanką twórczości Joe’go, która również próbuje pisać. Stworzyła niepokojący wiersz, który bardzo chce pokazać mistrzowi. Jednocześnie jej codzienne zachowanie powoduje (szczególnie u czytelnika) pewną ostrożność i niepokój, który wynika z uzasadnionych podejrzeń co do jej stanu psychicznego. Jak podsumowuje jedna z bohaterek powieści, Madeleine: “Katherine Finch wykazywała oznaki psychozy na tle nerwowym, (…) nieuzasadnionego pobudzenia, myśli samobójczych, pesymistycznego spojrzenia na przyszłość i zaburzonej koncentracji”. Cała Kitty – kasandryczna, chmurna, dziwna. Jej destrukcyjna osobowość przyciąga uwagę, każe analizować zachowanie, domyślać się jego przyczyn i następstw. Czytelnik czuje, że jest ona główną bohaterką dramatu, nie wiemy tylko jakiego.

I, choć akcja powieści rozgrywa się w bajkowych pejzażach południowej Francji, to próżno szukać tego piękna w nastroju i tonie narracji, gęstej, złowieszczej, wróżącej tragedię.

Fabuła osnuta jest wokół wątku grupy przyjaciół spędzających wakacje w podnicejskiej willi. Leniwie płynący czas zaburza pojawienie się Kitty – zagadkowej, rudowłosej dziewczyny, która dziwnym trafem zyskuje pozwolenie na zatrzymanie się w domu.

Wzajemne obserwacje, rozmowy, spotkania pokazują schemat zależności pomiędzy bohaterami: relacje między Jo a jego żoną, Isabel, ich córką, Niną, a także stosunki z małżeństwem przyjaciół – Mitchellem i Laurą.

Jak to zwykle bywa, wszystko z pozoru wygląda bajecznie – uznany poeta i jego odważna żona reporterka, odwiedzająca najniebezpieczniejsze rejony świata, nastolatka, która ma na zawołanie dobra materialne, o jakich marzyć mogą inni, wreszcie kryjący się za fasadą kolekcjonerów Laura i Mitchell – faktyczni bankruci, maskujący swoją plajtę nawet w obecności przyjaciół, którzy ich goszczą.

Krucha siatka pozorów ledwo wytrzymuje kolejne wydarzenia, epizody. Jak zachowają się bohaterowie, gdy opadnie kurz iluzji?

Autorka sprawnie buduje niepokój, aurę niepewności, zmierzchu półprawd. Jej sprawność językowa, umiejętność wyjaskrawiania rzeczywistości zdaje egzamin.
Ta książka raczej nie zmieni niczyjego życia, ale jest dobrym pomysłem na jego urozmaicenie.

Deborah Levy “Płynąc do domu”, przekład: Marcin Sieduszewski; Wydawnictwo ZNAK; Kraków 2019

Katarzyna Batarowska