TVP pokazała w tym roku film dokumentalny “Skrzywdzeni. O Polakach i Żydach”. Oglądałam go z narastającym zdumieniem. Twórcy naginają tu historię do granic możliwości, usuwając z niej niewygodne dla swojej tezy fakty, by – dzięki takim zabiegom propagandowym – przedstawić organizacje żydowskie w negatywnym świetle. Pozytywnym bohaterem czynią m.in. Normana Finkelsteina, autora książki “Przedsiębiorstwo Holokaust”. A że dziękują na końcu dwóm ambasadorom – Jakubowi Kumochowi i Markowi Magierowskiemu – należy zapytać, co władza ma wspólnego z tego typu “dziennikarstwem”.
Film dotyczy problemu restytucji mienia, które zostało prywatnym właścicielom odebrane w czasie wojny i po niej. Problem jest złożony, bo Polska do tej pory nie uchwaliła ustawy reprywatyzacyjnej, która mogłaby tę sprawę zamknąć. Dlaczego nie uchwaliła? Na to pytanie film nie odpowiada, sugeruje natomiast, że wszystkiemu jest winna mityczna postkomuna obecna w Polsce od 1989 r., na czele z sędziami, którzy nie potrafią sprawnie prowadzić spraw w sądach. To jednak nie wyjaśnia dlaczego rządzący już drugą kadencję PiS nie znalazł przez ostatnich kilka lat czasu na przyjęcie odpowiedniej ustawy. Nikt nam w tym filmie tego nie powie.
Nie dowiemy się ze “Skrzywdzonych” niczego o przedwojennym antysemityzmie, bojkocie ekonomicznym, wybijaniu szyb i napadach na żydowskie domy. Dowiemy się zaś już na początku, że ratowanie Żydów było w czasie wojny postawą powszechną w Polsce, co jest ewidentną nieprawdą, chętnie kolportowaną dziś przez wyznawców nowej polskiej polityki historycznej. Żydom pomagał niewielki promil szlachetnych i bohaterskich Polaków, którzy często byli z tego powodu wykluczeni ze swojej lokalnej społeczności. W końcu tych Żydów ukrywali przede wszystkim przed swoimi sąsiadami, a w drugiej kolejności przed Niemcami. Po wojnie zaś, jeśli sprawa się wydała, byli poddawani sąsiedzkiemu ostracyzmowi lub napadani, bo podejrzewano ich o “dorobienie się na Żydach”.
Jedna z osób występujących w filmie mówi wprawdzie o tym, że Polacy przyczynili się do śmierci około 200 tys. Żydów w czasie wojny, ale zostaje szybko poprawiona przez dziennikarza, który informuje ją, że to kłamstwo wyśledzone przez internautów. W rzeczywistości głównie przez jednego internautę – ambasadora Jakuba Kumocha, który dzielnie nagina prawdę historyczną do aktualnych politycznych potrzeb, stając się gwiazdą polskiej prawicy.
Gdy autorzy filmu rozmawiają w USA z ocaloną z Holokaustu, pozwalają jej powiedzieć, że po wojnie wróciła z matką do rodzinnej miejscowości i rodzinnego domu. Zamieszkały tam jednak na poddaszu. Dlaczego nie w którymś z pokoi? Czy były zajęte? Przez kogo? Kobiety wyjechały z Polski w 1947 r. do Szwecji. I znów dziennikarz nie pyta – dlaczego? Skoro tak powszechne było w naszym kraju ratowanie Żydów, z którymi Polacy żyli jak bracia, to co takiego zmusiło dwie samotne kobiety do opuszczenia tego miejsca? Odpowiedź jest prosta: Bolesław Bierut. Komuna, a od 1989 r. postkomuna ustanowiona przy zaprezentowanym wyraźnie w filmie Okrągłym Stole, przeszkadzają w odwiecznej przyjaźni polsko-żydowskiej.
Z filmu nie dowiemy się, że po wojnie Polacy, gdy nie było na tym terenie już żadnego Niemca, zamordowali setki Żydów w wielu miejscowościach.
Twórcy “Skrzywdzonych” nie cytują wypowiedzi żadnych rzetelnych historyków zajmujących się na co dzień badaniem historii Holokaustu. Pojawiają się tu natomiast pracownicy lub współpracownicy IPN lub Polskiej Fundacji Narodowej. Cytowany jest Maciej Korkuć z krakowskiego IPN, czy Marek Jan Chodakiewicz. Nie jest to specjalnym zaskoczeniem w przypadku produkcji TVP, jednak nawet tego środowiska nie podejrzewałam o zaproszenie do programu Normana Finkelstein, niesławnego autora książki “Przedsiębiorstwo Holokaust”. W filmie wspomina on, że po tej publikacji nie mógł znaleźć pracy przez 14 lat, co jest ceną za mówienie tego co myśli. Został więc pokazany w TVP jako obrońca prawdy i wolności, który został skrzywdzony. Nie pada wprawdzie jasno przez kogo, ale tego możemy się domyślić.
Film “Skrzywdzeni. O Polakach i Żydach” to obraz jednostronny, płytki, manipulujący widzem, który nie ma zapewne wystarczającej wiedzy historycznej i świadomości tego, co dzieje się na świecie, by móc się przed tak podaną informacją bronić. Takie produkcje nie służą wyjaśnianiu żadnej rzeczywistości. Obawiam się jednak, że będzie ich coraz więcej. W końcu telewizję stać na to.

