Za mało polskości w Netflixie. Raport Reduty o platformach streamingowych

Reduta Dobrego Imienia zarzuca platformom streamingowym “brak filmów rzetelnie przedstawiających udział Polaków w II wojnie światowej”. Nie pozostaje nic innego, jak się z tym zgodzić. Też uważam, że tak znakomity film jak “Pokłosie” powinien trafić na Netflixa.

Reduta przygotowała raport na temat “wadliwych kodów pamięci” w platformach streamingowych. Dokument został podobno napisany przez międzynarodowe grono, ale nigdzie nie padają nazwiska członków redakcji. Poza jednym – Maciejem Świrskim, szefem Reduty znanym z nieustającej walki do dobre imię Rzeczypospolitej, choć już nie z jakichś konkretnych efektów.

“Od utraty polskiej tożsamości dzieli nas tylko jedna generacja” – pisze Świrski na stronie Reduty. Nad tym ostrzeżeniem należy pochylić się z troską i zastanowić, czy nie jesteśmy przypadkiem tą właśnie straconą generacją, która bardziej niż zaściankowy ciemnogród kocha wolność, wielokulturowość i tolerancję. Jeśli należycie Państwo do tej drugiej grupy, to zapewne już po Was! “Prawdziwa polskość” w Waszych genach uległa zniszczeniu, prawdopodobnie nieodwracalnemu.

Z raportu dowiadujemy się, że Reduta to “niezależne środowisko”. Ciekawe, jak na tę niezależność wpływają hojne dotacje przyznawane przez państwowe instytucje? Rok temu Narodowy Instytut Wolności przyznał Reducie 299 tys. zł na dwuletni projekt “Manuał Dobrego Imienia” oraz 417 tys. zł na projekt “Obrona dobrego imienia Polski”. W 2017 r. RDI podpisała z MSZ umowę na realizację zadania publicznego “Wspieraj Polskę! Support Poland!”. Otrzymała wtedy ponad 200 tys. zł. To informacje, które można uzyskać z mediów, ale nie strony samej Reduty, bo nie umieszcza ona w sieci sprawozdania finansowego. A szkoda!

Ilustracja z raportu Reduty Dobrego Imienia

Przesłaniem raportu jest “dostarczanie mu [Netflixowi] produkcji historycznych w stylu hollywoodzkim, w celu kreowania na niespotykaną dotąd skalę nowoczesnej i skutecznej Polityki Historycznej Państwa Polskiego”. Jednocześnie autorzy (autor?) zwraca uwagę na “niedostateczną wiedzę twórców, którzy powielają m.in. hitlerowskie i sowieckie mity propagandowe, np. […] silnego polskiego antysemityzmu (przed, w trakcie wojny i nadal!)”. Reduta przyznaje, że pozew przeciwko Netflixowi w USA ma małe szanse na sukces. Maciej Świrski zaleca więc osobiste kontakty z platformami streamingowymi i przedstawienie im “unikalnych propozycji: polskich filmów historycznych”.

Ta koncepcja jest fantastyczna! Domyślam się, że osobą, która najlepiej będzie reprezentować Polskę (a nawet Politykę Historyczną Państwa Polskiego) w kalifornijskiej siedzibie Netflixa jest sam pan Świrski. Któż lepiej jak on mógłby zachęcić serialowego giganta do kręcenia filmów o Polsce?

Przejdźmy jednak do (antypolskich) szczegółów.

Reduta pisze, że “w filmie ‘Iwan Groźny z Treblinki’ mamy do czynienia z mapą, która powstała na potrzeby telewizji (być może izraelskiej)”.

Muszę tutaj rozczarować tych z Państwa, którzy wietrzyli izraelski spisek. W tamtejszej telewizji mówi się i pisze po hebrajsku. Mapa pochodzi zaś z brytyjskich materiałów prasowych z 1985 r. Powyższą informacją chyba popsułam niespodziankę, bo okazuje się, że Reduta prowadzi “postępowanie antydyfamacyjne” w sprawie mapy – kiedy powstała i skąd się wzięła. OK – już się nie wtrącam.

Jednym z najobraźliwszych “kodów”, jakimi posłużył się Netflix jest sformułowanie “„Treblinka, Poland”. Czy w tym miejscu nie należałoby złożyć wniosku, by ludzie mieszkających we wsi Treblinka, przemyśleli sprawę swojego adresu?. Powinni na kartkach świątecznych od tej pory pisać: “Treblinka w okupowanej w latach 1939-45 Polsce”.

Reduta obraża się na padające w jednym z seriali zdanie: „Okazuje się, to było powszechnie wiadome, że Żydom lepiej nie wracać do swoich rodzinnych miast po wojnie, ponieważ zostaną zamordowani”.

Po wojnie Polacy zabili 500-1000 Żydów. Napisałam o tym artykuł, bazując na dokumentach dostępnych w archiwum Instytutu Pamięci narodowej. Można go przeczytać tutaj: https://jewish.pl/pl/2018/08/11/byla-u-niej-wyszla-i-juz-nie-zyje-zydzi-gineli-w-polsce-rowniez-po-wojnie/ Żydzi, którzy przeżyli Zagładę mogli być odbierani przez Polaków jako zagrożenie. Przede wszystkim dlatego, że próbowali odzyskiwać swoje przedwojenne majątki, domy, sklepy. A miały one już nowych właścicieli, którzy nie chcieli z nimi się rozstać.

Redutę obraża również zdanie, padające w innym serialu: „Tata zawsze mówił, że nie chce wracać do Polski. Nigdy. – Rdzeń antysemityzmu w Polsce jest żywy i ma się dobrze i nie chciałem wracać do takiego miejsca”.

Rdzeń antysemityzmu był żywy w Polsce przed wojną, w jej trakcie i po niej. Wybijanie szyb, napaści na Żydów to popularne zajęcia narodowej młodzieży z lat 30. ubiegłego wieku. W czasie wojny Polacy przyczynili się, np. poprzez denuncjacje, do śmierci wielu tysięcy Żydów. A po wojnie mordowali tych, którzy chcieli odebrać swoje majątki – nie zawsze domy, czasami belę materiału, maszynę do szycia, komplet ubrań.

Od Reduty oberwało się nie tylko Netflixowi. Zło czai się również w serialu HBO “Czarnobyl”, gdzie jeden z bohaterów mówi: „Mieszkali tu głównie Żydzi i Polacy. Żydów zabito w pogromach, Polaków wyrzucił Stalin, a potem przyszli naziści i wymordowali tych, którzy zostali”. Zdaniem Reduty to zdanie sugeruje, że pogromów na Żydach dokonali Polacy.

Reduta potępia też to, że w serialu “Jew Suss: Rise and Fall” – jak czytamy w raporcie – “dwukrotnie pojawia się sformułowanie ‘polskie getto’ na określenie żydowskich gett utworzonych przez nazistowskie Niemcy na terenach okupowanej Polski”.

“Polskie getto” jest złe, ale “żydowskie getto” jest już poprawnym wyrażeniem?

Co może szczególnie szokować, to serial “Rotten”, gdzie “Adrew Boutros mówi o zamówieniu nr. 995 na miód z Polski (…). Dalej opowiada o tym, że w próbkach tego miodu znaleziono domieszkę antybiotyku o nazwie Chloramfenikol”.

Wiadomo, że polski miód nie zawiera, nie zawierał i nigdy nie będzie zawierał antybiotyków! Krytykowanie tego miodu to poważna sprawa, którą powinny zająć się najwyższe organa państwa.

Kolejny skandal wybucha w filmie “Auschwitz Museum”, który “skupia się na technicznych aspektach pracy muzeum. Nie stwarza to pola do przekłamań ani tendencyjnych tez. Razi jednak fakt, że jedyne ofiary, o których się wspomina to Żydzi”.

Pewnie dlatego że z 1,1 mln ofiar obozu Auschwitz-Birkenau Żydzi stanowili 1 mln.

Film “Escape from Sobibor” w raporcie został skrytykowany, bo “według wersji podanej przez lektora można wysnuć wniosek, że oprócz Niemców głównymi wrogami ukrywających się Żydów byli Polacy. Jedna z bohaterek, Esther Terner, ukrywała się m. in. przed ‘wrogimi’ Polakami”.

Gdyby członkowie Reduty chcieli czytać relacje Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, dowiedzieliby się, że największym codziennym zagrożeniem byli dla nich sąsiedzi, którzy w każdej chwili mogli donieść Niemcom o ukrywanych Żydach, gdyby się o nich dowiedzieli. Nawet po wojnie Sprawiedliwi nie przyznawali się do swoich heroicznych i odważnych czynów, bo wówczas sąsiedzi podejrzewali ich o “dorobienie się” na Żydach. W efekcie zdarzały się napady i rabunki, a czasem pobicia.

Mimo wszystko Reduta pokazuje, że ceni polskich twórców. Gdy pisze, że “dzięki corocznym wyróżnieniom na festiwalach na całym świecie, Polska pokazuje swój wyraźny potencjał do tworzenia filmów oscarowych o wysokiej jakości”, to wyraźnie ma na myśli “Idę”. Brawo! Zaś gry podkreśla, że “w mediach na świecie Polacy cieszą się sławą dzięki, m. in.: reżyserom filmowym/telewizyjnym”, to ewidentnie chwali dokonania Agnieszki Holland.

Na deser zostają dwie rzeczy.

“W Raporcie nie rozpatrywano kwestii bluźnierczego filmu obecnego na Netflixie, znieważającego Chrystusa. Na ten temat powstanie osobne opracowanie”.

“Ogółem na 60 najpopularniejszych filmów dostępnych na platformie Disney+ nie zanotowano wzmianki dotyczącej Polski”.

I już nie wiem, czy to dobrze, czy to źle.

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.