Poza centrum Otwocka, rozległy zielony teren, otoczony parkanem. Wewnątrz wydeptane ścieżki, co chwila przyjeżdżający samochodami kolejni ludzi, którzy chcą obejrzeć Zofiówkę. Wejście do środka nie jest bezpieczne, ale niektórych nie odstraszają zniszczone ściany, podziurawiony dach, czy wyrastające ze szczytu budynku młode brzozy.
Dawny szpital najwyraźniej odwiedza wielu, ale nie dba o nie nikt. Niektórzy wciąż szukają ukrytych tu skarbów – choć mogą one istnieć jedynie w legendach.
Na początku XX wieku w tym miejscu powstał szpital dla Żydów cierpiących na choroby psychiczne. Zbudowano go dzięki wsparciu finansowemu Zofii Endelman, stąd nazwa – Zofiówka. Leczenie skupiało się na przywróceniu chorych społeczeństwu, dlatego zachęcano ich do podejmowania pracy.
Szpital był własnością Towarzystwa Opieki nad Ubogimi Nerwowo i Umysłowo Chorymi Żydami w Polsce, utworzonego z inicjatywy warszawskich lekarzy i społeczników. To właśnie Towarzystwo opłacało pobyt ubogim Żydom. Ci nieliczni, których było na to stać, płacili za swój pobyt sami.
W czasie wojny Zofiówka pozostała zakładem dla osób chorych psychicznie – jedynym dostępnym dla Żydów na terenie Generalnej Guberni. Niestety, przepełnionym, bo umieszczono tam setki chorych. W sierpniu 1942 r. Niemcy zamordowali tu ponad 100 pacjentów. Część personelu uciekła wtedy karetką do Warszawy, część popełniła samobójstwo.
W Otwocku przebywała też matka Juliana Tuwima, Adela, ukrywana przez swoją aryjską znajomą. Niemcy mieli ją zastrzelić i wyrzucić z balkonu domu, w którym mieszkała. W 1947 r. Tuwim dokonał ekshumacji i pochował matkę w Łodzi.
W Zofiówce do połowy lat 80. leczono pacjentów chorych na gruźlicę. Od 1985 r. szpital znów przyjmował dzieci z problemami neuropsychiatrycznymi. Z tego też powodu powstały tu klasy V-VIII szkoły podstawowej. Od 1995 r. w Zofiówce leczono młodzież z uzależnień. W latach 90. szpital zamknięto.
Dziś budynek jest ruiną, choć zachował się jego przedwojenny kształt. Ktoś wyniósł z niego drzwi, ktoś inny rozłupał kawałek ściany. W oknach nie ma już szyb, a ogród zarosły samosiejki. Nic nie świadczy o bogatej historii Zofiówki, brakuje tablicy upamiętniającej pacjentów, lekarzy, wojenne ofiary. Stopniowa degradacja szpitalnej siedziby jest najlepszą ilustracją tego, jakie miejsce zajmuje dziś w hierarchii ważności żydowska historia.


