„Pamięć i tożsamość” – toruński kwartalnik zniekształcający historię

Pamięć i tożsamość - okładka

Kiedy myślisz, że polska „polityka historyczna” nie może już bardziej się ośmieszyć, na scenę wchodzą związani z toruńskim redemptorystą „historycy”. Właśnie wydali pierwszy numer kwartalnika „Pamięć i tożsamość” o tym, jak Polacy rzucili się na pomoc Żydom w czasie II wojny światowej, a nawet przed nią.

Kwartalnik został wsparty przez MSZ kwotą prawie 100 tys. zł w ramach programu „Dyplomacja publiczna”. Dyplomacja może jest i publiczna, ale za to niezwykle nieśmiała, bo w posiadanej przez nas wersji pdf kwartalnika próżno szukać nazwisk członków redakcji. Nie wiadomo, kto jest redaktorem naczelnym pisma, kto tworzy jego radę programową, kto czuwa nad całością projektu. To może wydawać się dziwne, ale tylko początkowo, bo gdy przejrzymy cały egzemplarz, zrozumiemy dlaczego odpowiedzialne za jego produkcję osoby postanowiły się ukryć.

Pamięć i tożsamość - okładka

Odkrywanie prawdy

Poszczególne artykuły napisane zostały różnymi stylami edytorskimi. Niektóre z nich zawierają śródtytuły. Czasami taki śródtytuł pojawia się po każdym akapicie, jakby ktoś chciał wydłużyć swój tekst bez dodawania do niego zbyt wielu liter. Język tekstów bardziej przypomina czytanki dla dzieci niż poważne wydawnictwo naukowe. Trochę tak, jakby wydawca nie traktował czytelników poważnie. Chyba że wystawianie ich na tę grafomańską twórczość jest jakimś rodzajem próby charakteru. Wśród autorów artykułów brak wybitnych znawców tematu, są za to pracownicy i współpracownicy uczelni w Toruniu. Wszystkie teksty zostały przetłumaczone na angielski. Uważam, że to intrygujący pomysł, bo jeśli autorzy chcieli ośmieszyć się przed międzynarodową publicznością, to w ten sposób może im się to udać.

Pierwszy numer pisma otwiera „List redakcyjny”. Czytamy w nim: „Jako Instytut ‘Pamięć i Tożsamość’ im. św. Jana Pawła II działający w strukturach Fundacji Lux Veritatis od lat prowadzimy działalność naukową w zakresie odkrywania prawdy historycznej, głównie dotyczącej postaw Polaków wobec osób pochodzenia żydowskiego w czasie II wojny światowej”. List ten podpisała „Fundacja Lux Veritatis”, nie bardzo wiadomo więc kto dokładnie działalność prowadzi i kto taki odkrywa historyczną prawdę. Nie wiadomo też, jakich narzędzi do tego używa, jak prowadzi badania, na czym opiera swoją wiedzę.

Błędne stwierdzenia

„Pedagogika wstydu, przez lata zniekształcająca prawdę historyczną, wykształciła fałszywy obraz realiów panujących w okupowanej Polsce. W efekcie jesteśmy, długo po II wojnie światowej, zmuszeni do weryfikowania pomyłek, popełnionych w przeszłości na skutek prowadzenia błędnej polityki historycznej” – czytamy w drugim wstępie do kwartalnika. Tutaj podpisu brakuje zupełnie, więc znów nie mamy pojęcia, kto jest zmuszany do weryfikowania pomyłek i jak to robi. Dowiemy się natomiast, że „ze struktur Fundacji został w 2017 r. wyodrębniony Instytut ‘Pamięć i Tożsamość’ im. św. Jana Pawła II, zajmujący się badaniami dotyczącymi postaw Polaków wobec obywateli pochodzenia żydowskiego podczas II wojny światowej”.

Ten krótki wstępniak zawiera następującą informację: „Chcemy uświadomić współczesnym odbiorcom, że za pomoc Żydom Polakom groziła kara najcięższa – śmierci. W żadnym innym okupowanym przez Niemcy kraju nie było tak okrutnych represji wobec osób, które pomagały żydowskim współobywatelom”. O tym, że „w żadnym innym kraju nie było kary śmierci” piszą niektórzy amatorzy-historycy od wielu lat. Ale nawet pracownicy IPN wiedzą, że informacja ta jest fałszywa. Kara śmierci za pomoc Żydom istniała na wszystkich terenach wschodnich, czyli tam, gdzie Żydów było stosunkowo dużo. Powtarzanie przez autorów pisma błędnego stwierdzenia to kolejny dowód na ich brak profesjonalizmu.

Godność narodu

„Obowiązkiem państwa i narodu jest utrzymanie pamięci o wydarzeniach II wojny światowej, ujawnianie prawdy historycznej i przywrócenie godności Polakom. Istnieje bowiem wielkie prawdopodobieństwo, że bez prawdy przyszłość Narodu pozostanie nieczytelna dla następnych pokoleń” – czytamy dalej. Prawda historyczna jest bardzo ważna, nie ma co do tego chyba żadnych wątpliwości. Ale jak łączy się ona z godnością aż całego narodu (i to pisanego wielką litera)? Do tej pory obserwujemy raczej odwrotne tendencje, gdzie prawdę historyczną w ramach obrony rzekomej godności pokazuje się w wykrzywionym zwierciadle. Widzimy to na przykładzie działań podejmowanych przez wspierane przez państwo instytucje, które z historykami i prawdą historyczną walczą (nawet w sądzie).

Gdy przebrniemy już przez oba wstępniaki, dostaniemy serię artykułów, których autorzy na szczęście nie są anonimowi. Brawa za odwagę!

IPN autorytetem

Tekst „Zagłada Żydów, czyli o potrzebie badań terroru okupacyjnego w trakcie II wojny światowej” napisany przez dr Rafała Leśkiewicza zawiera pochwałę IPN, Instytutu Pileckiego oraz Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. „Oczywiście badania naukowe poświęcone problematyce wojennej, w tym Holocaustowi, kontynuowane są także w ośrodkach akademickich, są one jednak mocno rozproszone. Co do niektórych ośrodków, tj. Centrum Badań nad Zagładą afiliowanego przy Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, zajmującego się zagładą Żydów i wydającego czasopismo naukowe pt. Zagłada Żydów są poważne zastrzeżenia, jeśli chodzi o rzetelność prowadzonych badań”.

Dalej doktor Leśkiewicz pisze o tym, że dwutomowa publikacja „Dalej jest noc” była przez pracowników IPN krytykowana. Nie wspomina natomiast o tym, że książki pracowników Centrum zaliczane są do kanonu lektur badaczy Zagłady. Wydawane są poza Polską, nagradzane przez czołowe instytutu badawcze, doceniane przez najwybitniejszych znawców tematu. Doktor Leśkiewicz może tego nie wiedzieć, jeśli za autorytet w tej dziedzinie uznaje IPN czy Instytut Pileckiego.

Cierpienie z rąk żydowskich

Niezwykle ciekawy jest inny artykuł pt.: „Pomiędzy strachem, obojętnością, wrogością a poświęceniem i przyjaźnią. Wrażenia po podlaskiej podróży i lekturze rodzinnych wspomnień” autorstwa Marcina Orłowskiego, który – jak podaje w swoim biogramie – jest i historykiem, i marketingowcem.

Już na początku autor wprowadza do tekstu kobietę, która niosła „na rękach miesięczną córeczkę, bojąc się, co ją w każdej chwili może spotkać z rąk sowieckich, ukraińskich, niemieckich, żydowskich”. Szkoda, że nie wyjaśnia, jakie cierpienia mogły spotkać bohaterkę z rąk żydowskich, no, ale wiadomo że z całego tego zestawu okrutników Żydzi zapewne byli najgorsi. Mogli na przykład jej dziecko przerobić na macę!

Orłowski pisze o tym, że nawet dziś trudno rozmawiać o wydarzeniach sprzed kilkudziesięciu lat. Podkreśla, że mówi się o tym zwykle w gronie rodzinnym, ale i też niechętnie. Zaznacza, że trudno oceniać decyzje podejmowane w tamtych okolicznościach. Odnosi to do mężczyzny, który służył w Wehrmachcie, chociaż był Polakiem. Wspomina również innego człowieka z okolic Kosowa Lackiego. Opisuje jak to w czasie wojny przez pola uciekała żydowska dziewczynka, goniona przez Niemca. Oprawca wołał do chłopów pracujących na polach, żeby ją złapali. Oni udawali, że nie widzą i nie słyszą całego zajścia. Jeden z nich jednak złapał dziewczynkę i oddał Niemcowi. „Po wojnie chłop żył z ciężarem ludzkich spojrzeń, szeptów i cichych oskarżeń. Głośno nie oskarżył go nikt, wszyscy wiedzieli, że ta uciekająca dziewczynka nie miała żadnych szans na ratunek, a łapiąc ją, być może uratował siebie i innych”.

Kosów Lacki - pozostałości cmentarza żydowskiego

Pozostałości cmentarza żydowskiego w Kosowie Lackim

Żydzi i komuniści

Oczami wyobraźni widzę historyków w Jad Waszem, czytających ten artykuł i łapiących się za głowy ze zdumienia. Chłopi nie mogli udawać, że nie widzą żądającego od nich czegokolwiek Niemca. W takiej sytuacji odwrócenie głowy mogło się przecież równać pomocy Żydówce. A za to – jak dobrze wiemy – groziła kara śmierci. Mężczyzna, który złapał dziewczynkę z cała pewnością nie spotkał się z ostracyzmem ze strony mieszkańców wioski. Dlaczego? Dlatego że mieszkańcy tych okolic, bliskich Treblince, widzieli żydowską śmierć na co dzień. Byli jej świadkami a czasem pomagali Niemcom w tym zbrodniczym czynie. I żaden „ciężar ludzkich spojrzeń” ich z tego powodu nie przygniatał.

Autor tekstu podaje następnie przykład z miejscowości Brzeżany, gdzie do oficera NKWD wzywani są Polacy, a przysłuchują im się miejscowi Żydzi. Jeden z nich rzekomo mówi, że przesłuchiwana Polka to żona polskiego oficera. To sprowadza na kobietę kłopoty. Wracamy więc do utartego stereotypu – Żydzi i komuniści razem przeciwko Polakom. Czy słowa tego Żyda (zakładając, że są prawdziwe) mają być wytłumaczeniem dla działania chłopa z okolic Kosowa? Orłowski funduje nam jakąś przedziwną historyczną licytację krzywd. Niczego przy okazji nie tłumaczy, nie wyjaśnia kontekstów, nie naświetla tła zdarzeń. Podrzuca swoim czytelnikom kilka takich obrazków nie budując między nimi żadnej logicznej łączności.

Trudna promocja historii

Po przeczytaniu całego artykułu, nie bardzo wiadomo, jaki był jego cel. Co autor chciał nam przekazać? Poza tym, że chciał utrwalić stereotypy, jak te o Żydach-komunistach, czy o witaniu przez Żydów specjalnymi bramami sowieckich okupantów. Być może Orłowski jest świetnym marketingowcem, ale warsztatu historycznego zdecydowanie mu brakuje. Niestety, nic nie wskazuje na to, by miał go zdobyć w otoczeniu toruńskiej instytucji.

Kwartalnik „Pamięć i tożsamość” może mierzić swoją topornością, nieporadnością, czy brakiem profesjonalizmu. Podatnikom może być przykro, że na takie wydawnictwo MSZ przeznaczył prawie 100 tys. zł. Ludzie dbający o polską historię, badacze, historycy mogą czuć zażenowanie przeglądając to pismo. Jeżeli w ten sposób polska „polityka historyczna” chciała wygrać z historią, to poniosła kolejną porażkę. Nie wystarczy napisać cokolwiek i przetłumaczyć to na angielski, by przekonać do swoich racji międzynarodową publiczność. Te racje zresztą nie mają żadnych merytorycznych podstaw.

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.