„Coś w tej narracji się nie zgadza”. O polityce historycznej ministry Gawin

Ministra Magdalena Gawin w internetowej dyskusji z przedstawicielkami Kultury Liberalnej powiedziała, że część polskich rodzin do dzisiaj „ma szczątki Żydów na swoich własnych podwórkach”, co ma być ostatecznym dowodem na to, że ratowały Żydów. Prowadząca rozmowę przytakiwała, uśmiechała się, nie zadawała trudnych pytań i nie kwestionowała wypowiedzi polityczki. Tak oto „dobra zmiana” zaskarbiła sobie kolejnych zwolenników swojej polityki historycznej.

Pierwszy raz o prof. Magdalenie Gawin usłyszałam na Facebooku. Wiele lat temu toczyła się ostra dyskusja o planowany pomnik Sprawiedliwych przy Muzeum Polin. Byłam przeciwniczką tego pomysłu i cieszę się, że do jego realizacji w końcu nie doszło. Pisałam wtedy felietony krytyczne wobec pomysłodawców pomnika. W jednym z warszawskich muzeów organizowano debatę na ten temat. Organizatorzy postanowili zaprosić mnie do udziału, ale ponieważ zrobili to dzień przed wydarzeniem (najwyraźniej ktoś z prelegentów zachorował, bo czym innym można to wytłumaczyć?), odmówiłam.

W fejsbukowej dyskusji na ten temat napisałam wtedy, że organizatorzy zaprosili nieznaną w szerszych kręgach naukowczynię. Tą osobą była Magdalena Gawin, która poczuła się dotknięta moją uwagą. Najwyraźniej świadomość nierozpoznawalności była dla niej czymś trudnym do przyjęcia. Gdybym wiedziała, że jest to dla niej tak ważne, pewnie bym o tym – przez delikatność – nie pisała.

W wywiadzie dla Kultury Liberalnej opublikowanym 17 marca Gawin mówiła o programie „Zawołani po imieniu”, prowadzonym przez jej dobrozmianowe dziecko, czyli Instytut Pileckiego. Polega on na upamiętnianiu Polaków, którzy zginęli za ratowanie Żydów. „To jest oparte na takiej zasadzie, że to musi być w miejscu, gdzie doszło do tragedii” – powiedziała ministra. To ciekawe, bo w miejscowości Nur pomnik wystawiony 18-letniemu Polakowi znajduje się pod kościołem. Czyli nie w miejscu, gdzie jego rodzina mieszkała. I nie jest tak, jak mówi Gawin, że mieszkańcy miejscowości poznają historię, angażują się w upamiętnienie i zmieniają swoje postawy wobec przeszłości. W Nurze NIKT z napotkanych mieszkańców nie umiał mi powiedzieć, gdzie pomnik się znajduje. Nikt nie wiedział o kogo chodzi, o jakie upamiętnienie. Udało się to miejsce znaleźć dopiero przypadkiem. Coś więc w tej narracji się nie zgadza.

Upamiętnienie Wacława Budziszewskiego w Nurze

Największym błędem organizowanych przez Instytut Pileckiego i Gawin uroczystości jest to, że odbywają się w rocznicę likwidacji gett w danej okolicy. Gawin nie może powiedzieć, że o tym nie wie, bo sama zaprosiłam ją na upamiętnienie takiej rocznicy kilka lat temu. Początkowo się zgodziła, ale w ostatniej chwili wycofała się z przyjazdu. Nie zmienia to faktu, że w rocznicę likwidacji getta powinniśmy skupić się na żydowskich ofiarach, które wtedy ucierpiały, zostały zamordowane oraz wysłane do obozów. Tam nie było nikogo, kto mógł im pomóc. Zawłaszczanie tej daty na czczenie Sprawiedliwych – którzy dokonali ważnych i chwalebnych czynów – jest niestosowne. Nie pomaga w odkrywaniu prawdy historycznej, a jedynie w rozmywaniu historii i sprawia wrażenie, że dzień likwidacji getta był tym dniem, gdy Polacy masowo pomagali Żydom.

„Uczymy dzieci, które przeżyły eksterminację rodziców, w jaki sposób o tym doświadczeniu mówić. I obserwujemy, jak niewiele trzeba, żeby one otworzyły się” – wyjaśnia ministra, dodając, że dzieci Polaków zabitych za ratowanie Żydów trafiały potem do rodzin zastępczych, domów dziecka, a mienie ich było rabowane. To oczywiście dramatyczne historie, które powinny być opowiedziane. Szkoda, że ministra nie mówi o dzieciach innych rodziców, zabitych z innego powodu. Ich dramaty nie są już tak istotne? Nimi nie ma się co zajmować? A może nie pasują do „dobrej zmiany”? O żydowskich dzieciach i rabowaniu żydowskiego majątku ministra się nie zająknęła, a prowadząca wywiad nie zapytała. Widocznie tak jest wszystkim wygodnie.

„Część rodzin ma do dzisiaj szczątki Żydów na swoich własnych podwórkach, nikt się ich nigdy o to nie pytał, więc to są dostateczne dowody, że oni mówią prawdę [na temat ratowania Żydów]” – wyznała ministra. Skoro szczątki na podwórku mają być dowodem na ratowanie Żydów, to myślę, że będziemy narodem Sprawiedliwych i znajdzie się jeszcze wiele takich rodzin, które ministra Gawin będzie mogła uhonorować. To, że przedstawicielka polskiego rządu mówi takie rzeczy, to jedno, ale to że prowadząca program w ogóle na to nie reaguje, to już zupełnie inna sprawa.

Na początku marca na tłiterowym profilu ambasadora Jakuba Kumocha odbyła się dyskusja m.in. o Instytucie Pileckiego. Jeden z użytkowników pisał do kierowniczki berlińskiej filii IP: „Opowiadałem ci o moich koleżankach z Kultury Liberalnej, które najpierw myślały to samo o ‘pisowskich’ instytucjach, ale potem się złamały”. Tak, to „złamanie się” widać było wyraźnie w czasie tej niespełna półgodzinnej rozmowy. Prowadząca stała się „stojakiem do mikrofonu”, pozwalając gościni powiedzieć wszystko, na co ta miała ochotę i nie zadając jej żadnych trudnych pytań.

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.