Recenzja książki “Słownik rodzinny” Natalii Ginzburg

Każda rodzina ma swój osobny zestaw charakterystycznych powiedzonek i skrótów myślowych, które są zrozumiałe tylko dla jej członków. Takich właśnie zdań wyszukała w swoich wspomnieniach włoska pisarka Natalia Ginzburg i za ich pomocą przedstawiła nam w “Słowniku rodzinnym” intymny i niepozbawiony humoru portret bliskich.

Ginzburg, która we Włoszech uważana jest za jedną z najważniejszych autorek XX wieku, jako powieściopisarka zadebiutowała w 1942 roku. Z kilkunastu wydanych we Włoszech książek pisarki – powieści, opowiadań, esejów – w Polsce ukazały się do tej pory jedynie dwie: “Drogi Michele” (wyd. PIW, 1975) oraz “Nasze dni wczorajsze” (wyd. Austeria, 2014). “Słownik rodzinny”, który ukazuje się u nas po raz pierwszy, we Włoszech wydany został w 1963 i otrzymał nagrodę Premio Strega. Dziś należy do absolutnej klasyki literatury włoskiej i znajduje się w kanonie lektur szkolnych.

Wychowana w żydowsko-katolickiej rodzinie, sama była ateistką. Rodzice oraz ich najbliżsi znajomi, wśród których znajdziemy wielu przedwojennych polityków, działaczy i artystów należeli do środowiska antyfaszystowskiego. Dlatego też spędzone w Turynie dzieciństwo Natalii wypełniały informacje o kolejnych aresztowaniach i pobytach w więzieniu. W późniejszym czasie ona także zostanie zaangażowaną przeciwniczką faszyzmu, przez co będzie musiała się przeprowadzać i żyć w ukryciu.

Zanim jednak doświadczy reżimu osobiście, przysłuchuje się z uwagą rodzicom i krewnym. Ojciec, Giuseppe Levi, był cenionym anatomem i wykładowcą akademickim, który między innymi prowadził pionierskie badania in vitro. Urodził się w Trieście w rodzinie aszkenazyjskich Żydów, nie kontynuował jednak tradycji przodków. W oczach córki był osobą dominującą całą rodzinę. Jego osądy były zdecydowane i bezkompromisowe. Gdy czyjeś zachowanie mu się nie podobało (a zdarzało się to bardzo często), z lubością stosował określenia takie jak “osioł”, “idiota”, “pacanerie”.

Równie bezdyskusyjnie wyrażał swoje poglądy polityczne i sprzeciwiał się włoskim faszystom. I choć w wielu momentach Giuseppe Levi wydaje się być ojcem-tyranem, jednocześnie pozostaje osobą wzruszająco zawieszoną pomiędzy XIX i XX wiekiem. Nie akceptuje niezrozumiałych dla niego nowoczesnych prądów artystycznych, wierzy za to mocno w racjonalność i socjalizm.

Głos matki Lidii jest w “Słowniku” znacznie mniej słyszalny, jednak to ona przekazuje najczęściej rodzinne historie i powiedzenia poprzednich pokoleń. W komunikacji z innymi jest też znacznie bardziej elastyczna – przyjaźni się zarówno z myślicielami, jak i z rzemieślnikami. Wspiera aresztowanych, chodzi do kwestury, żeby apelować w ich sprawie, organizuje spotkania dla turyńskich intelektualistów. Córka opisuje też jednak jej samotność i nudę jednostajnych dni. Matka marzy ciągle o zmianach: przeprowadzce, wyjazdach, rozrywkach, których brakuje jej w długie, spędzane głównie w towarzystwie dzieci dni.

Czytając “Słownik Rodzinny” ciężko się oprzeć wrażeniu, że w tej książce wszyscy mówią, ale ze sobą nie rozmawiają. Levi wydają się być raczej zbiorem osobowości, niż scaloną bliskimi relacjami rodziną. Razem stawiają jednak opór totalitarnej władzy faszystów, bo w tej kwestii przemawiają wspólnym głosem. A dla nas ich historie mogą być pokrzepieniem i źródłem siły w ciągłym sprzeciwie wobec nienawiści, brutalności i nacjonalizmom.

Natalia Ginzburg, „Słownik rodzinny”, przeł. Anna Wasilewska, wydawnictwo Filtry, 2021

Martyna Steckiewicz

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.