Przerażone oczy Racheli Domb

Rachela Domb

Z zasady unikam rocznicowych upamiętnień. Zbyt łatwo padają łupem polityki, zawiści czy też zwykłego ludzkiego konformizmu i strachu. Na widok oficjeli składających wieńce na grobach ludzi, których los jest im głęboko obojętny, ogarnia mnie wielki smutek.

Dziś, 27 stycznia, obchodzimy dzień pamięci o ofiarach Zagłady. Nie mam wątpliwości, że – jak co roku – przedstawiciele takich czy innych instytucji złożą pod pomnikiem Rappaporta mnóstwo kwiatów. Wygłoszone zostaną przemówienia, w których co raz padać będą słowa: “nigdy więcej”, “ludzie ludziom zgotowali ten los” – i temu podobne.

Dla mnie ten dzień ma jednak wymiar indywidualny.

Myślę o Racheli Domb, młodej, pełnej życia dziewczynie, która latem 1942 roku została zaaresztowana przez Gestapo w getcie w Mławie (wówczas: Mielau). Jak przyznała podczas przesłuchania (akta jej sprawy znajdują się w archiwum Gestapo Zichenau), niedbale przyszyła żółtą gwiazdę Dawida na swoim ubraniu (“dagegen trug ich das Judenabzeichen unvorschriftmaessig”).

Już w więzieniu, zrobiono jej zdjęcie. Straszne zdjęcie, z którego patrzą na nas przerażone oczy człowieka stojącego w obliczu śmierci. W aktach sprawy Racheli znalazłem telegram z Berlina, w którym niemieccy urzędnicy zalecają ciechanowskiemu Gestapo przesłanie Racheli Domb do Oświęcimia. Ci jednak nie mogą wykonać polecenia centrali, bo – jak piszą – Rachela Domb została już wcześniej odstawiona “do Małkini”. Małkinia to ostatnia stacja kolejowa przed Treblinką.

Dla jednych Zagłada, to pole badawcze. Dla innych – temat refleksji i zadumy. Dla mnie – to przerażone oczy Racheli Domb, która strasznie chciała żyć.

Jan Grabowski

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!