W piątek, 25 września, stawiłem się w Sądzie Rejonowym Warszawa Praga Południe wezwany jako świadek na proces Grzegorza Brauna, oskarżonego m.in. o zniszczenie sprzętu będącego własnością Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Szkody te powstały 30 maja 2023 r. kiedy to Braun przerwał mój wykład, zniszczył wyrwany mi mikrofon, poprzewracał i zniszczył system nagłośnienia sali oraz rozbił komputer należący do DHI. Prokuratura uznała najwyraźniej, że akt oskarżenia o zniszczenie mienia (a nie o napad na mnie) gwarantuje najlepszą szansę na uzyskanie wyroku skazującego.
Z wielu powodów moje badania i moja publicystyka wywołują w Polsce od wielu lat silne reakcje, a w wypadku nacjonalistów są to wyjątkowo silne emocje, które przeradzają się w agresję.
Tytułem przypomnienia wspomnę, że referat, który miałem wygłosić w DHI dotyczył narastającego problemu, jaki dla polskich władz oraz dla polskiego społeczeństwa stanowi nieprzetrawiona, nieprzemyślana, lub wręcz odrzucona historia Holokaustu. Miałem mówić o tym, jak to zakłamywanie, wypieranie i fałszowanie historii Zagłady stanowi kładkę, na której spotykają się Polacy o skrajnie odmiennych przekonaniach politycznych. Wszystko to opisałem w książce “Wybielanie”, wydanej rok temu po polsku i po angielsku.
Warto też pamiętać, że atak Brauna rozegrał się w gęstniejącej, brunatnej atmosferze nienawiści do niezależnych badaczy Zagłady. Na wiosnę 2023 r. w tym nienawistnym chórze wystąpił ówczesny premier, minister edukacji, minister sprawiedliwości oraz inni politycy obozu rządowego. Wtórowało temu głębokie milczenie naszych zacnych demokratów, którzy najwyraźniej uznali, że obrona badaczy może jedynie przyczynić się do spadku słupków wsparcia w nadchodzących wyborach. Z ataków w prasie najbardziej poruszył mnie artykuł dziennikarza Michała Okońskiego , który – na dwa tygodnie przed Braunem – zaatakował mnie na łamach Tygodnika Powszechnego, pisząc o “opłakanych skutkach mojej pracy” i o mojej “błędnej metodologii”. W kilka dni później myśl Okońskiego twórczo rozwinął niejaki Michał Sopiński, rektor i kanclerz Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, który pisał: „Odbierzmy mu tytuł profesorski. Odbierzmy mu obywatelstwo. Przynajmniej nie musimy mu golić głowy, gdyż ten obrzydliwy kłamca Grabowski jest już łysy!”. No a resztę dopisał już Braun w siedzibie Niemieckiego Instytutu Historycznego.
W przeddzień rozprawy dostałem informację z Sądu, że ze względu na moje bezpieczeństwo podjęte zostały specjalne środki ostrożności. Proszono mnie o skorzystanie z bocznego wejścia, gdzie czekało na mnie trzech policjantów. To pozwoliło mi uniknąć wiecowej pikiety z góralami, muzyką, oraz wielkimi kukłami Brauna, zorganizowanej przez ludzi Konfederacji Korony Polskiej przed wejściem głównym. W asyście policji dotarłem do sali rozpraw, gdzie zająłem miejsce naprzeciw ławy sędziowskiej przeznaczone dla świadków. Po chwili jednak personel sądu poprosił mnie o przeniesienie się na ławkę prokuratorów. Jak oświadczył prowadzący sprawę sędzia Marcin Brzosko: “podejmuję tę decyzję ze względu na emocje, jakie wzbudza postać prof. Grabowskiego”.
Było jasne, że sędzia liczy się z możliwością fizycznej przemocy skierowanej przeciwko mnie i postanowił jej za wszelką cenę zapobiec. Istotnie, na nowym miejscu od Brauna i jego entourage’u dzieliła mnie spora odległość oraz dwóch prokuratorów flankujących mnie od prawej strony. Na przestrzeni lat bywałem wielokrotnie w polskich sądach stając oko w oko z ludźmi deklarującymi wobec mnie szczerą nienawiść, lecz tak rozbudowanych środków ostrożności nigdy wcześniej nie zaznałem.
Pomimo tego rozprawa zaczęła się o czasie, a ton jej nadał z miejsca oskarżony protestując przeciwko specjalnemu traktowaniu “żydowskiego świadka”, czyli – rzecz jasna – mnie. Odpowiadając na pytania prokuratora prowadzącego sprawę oraz oskarżyciela posiłkowego, mecenasa Marchwickiego reprezentującego DHI, zdołałem opisać przebieg zdarzenia. Wspomniałem o pikiecie Bąkiewicza przed Instytutem, o obecności urzędników IPN na sali i – obszernie – o samym ataku. A potem już inicjatywa przeszła w ręce Brauna i jego dwóch obrońców.
Od samego początku było jasne, że Braun chce przekształcić własny proces karny w rozprawę – że się ponownie odwołam do słów redaktora Okońskiego – “z moją błędną metodologią” i z jej “opłakanymi skutkami”. Pytania, czy też raczej oskarżenia Brauna dotyczyły mojego “szkalowania, oczerniania i znieważania narodu polskiego”. Oskarżony chciał wiedzieć, czy poświęcam dość miejsca badaniu “mordów dokonanych przez Żydów na Polakach”, czy czytam krytyczne prace (o mnie) historyków Gontarczyka, Musiała oraz innych “prawdziwych badaczy”. Celem tych pytań było udowodnienie, że poseł Braun, jako polski patriota i poseł, nie miał wyboru i musiał przerwać mój wykład, który był niczym więcej jak “seansem pogardy i nienawiści wobec Polaków”.
Dowiedziałem się również od Brauna, że to “Żydzi, Niemcy i Eurokołchoźnicy zaciągnęli mnie [Brauna] przed ten sąd!” oraz , że “ większość na sali to szmalcownicy, Niemcy, foksdojcze, zdrajcy, Żydzi, szabesgoje z Gazety Wyborczej, eurokołchoźnicy, mentalni odszczepieńcy i odklejeńcy”.
W tym miejscu muszę podziękować sędziemu Brzosko, który zdecydowanie i konsekwentnie uchylał pytania Brauna i jego adwokatów, których celem było postawienie “żydowskiego świadka” na ławie oskarżonych. I tak, sędzia Brzosko zdecydował się uchylić pytanie dotyczące Gancwajcha, judenratów, żydowskiego gestapo oraz żydowskiej policji. Podobnie sędzia uchylił pytania dotyczące “rzekomych badań” prowadzonych przez “rzekomego naukowca” (to, rzecz jasna, o mnie).
Moja patologiczna awersja do prawdy wspiera się – jak się dowiedziałem – o “duch żydowskiej Hagady: nie jest tak jak było w rzeczywistości, ale jest tak jak powinno byłoby być, żeby zawsze wychodziło na nasze [czyli na nasze, żydowskie – JG]” , gdyż “to jest właśnie żydowska Hagada – nie mają znaczenia fakty!”.
Kiedy zostałem napiętnowany jako “kłamca, propagandysta i szalbierz”, sędzia Brzosko nie wytrzymał i wyrzucił Brauna za drzwi. Na odchodnym przywódca jednej z najbardziej dynamicznych partii w Polsce zapytał się sędziego czy ów nadal nosi na piersiach łańcuch z polskim orłem, czy też może “z gwiazdą Dawida”!
Po mnie wezwano dr. Łukasza Krzyżanowskiego, młodego historyka z UW, który współorganizował mój wykład w DHI. Już na starcie dowiedział się on, że jest folksdojczem, szmalcownikiem oraz szabesgojem. Ot, takie mamy klimaty. Przypomniał mi się duch innych czasów… okresu, którym zajmuję się zawodowo. To z kolei przywiodło mi na myśl obserwację Williama Faulknera: “przeszłość nie jest martwa. Ona nawet nie jest przeszłością”. [The past is never dead. It’s not even past].
Zamiast zakończenia dodam, że Grzegorz Braun jest politykiem, na którego głosować chce około 2 mln Polaków i nie można wykluczyć, że za rok to indywiduum decydować będzie o tym, kto będzie rządził w Polsce.
Jan Grabowski
