Połamana mirabelka z Nalewek

Połamana mirabelka na Muranowie, fot. Patrycja Dołowy

Łukasz Prokop pierwszy przyniósł wczoraj straszną wieść. Gdy wyszliśmy z wigilii Wydawnictwa Czarne w Stacji Muranów zobaczyliśmy ją – połamaną, okaleczoną.

Mirabelka z przedwojennych Nalewek przetrwała getto, powstanie w getcie, powstanie warszawskie, PRL i transformację, wyciął ją deweloper. Mirabelkę – wnuczkę, która wyrosła z pestki naszej mirabelki wywiezionej przed laty do Stanów przez Wojciecha i Alicję Fizytów sprowadziliśmy, wyleczyliśmy po długiej podróży, posadziliśmy. Staraniem wielu wspaniałych ludzi mirabelka wróciła na dawne Nalewki.

Nie na długo… Żal po stracie, smutek, że nawet tak wielka troska tak wielu ludzi może nie wystarczyć…

Patrycja Dołowy

Skąd wzięła się mirabelka? Drzewo opisała w jednym ze swoich reportaży Hanna Krall, wspominając o dzieciach, które znaleziono w pobliżu mirabelki korale nawlekały na nitki. Jednym z tych dzieci by Cezary Harasimowicz, a jego przyjacielem Witold Fizyta, którego mama z owoców tej mirabelki robiła kompot. Brat Witolda, Wojciech, chcąc mieć w swoim domu pod Waszyngtonem namiastkę Muranowa, przywiózł z Warszawy pestki z tej mirabelki. Wyrosły z nich piękne drzewa. Gałązkę z jednego z nich przywiozła do Warszawy Patrycja Dołowy. Uroczyste posadzenie mirabelki odbyło się we wrześniu 2018 r.