Artefakty z czasów Powstania w Getcie Warszawskim?

TefilinTefilin, zdjęcie ilustracyjne

Tydzień temu portal Israel Hayom napisał o odkryciu bunkra na terenie byłego getta w Warszawie. Miała w nim znajdować się broń oraz dziesięć kompletów tefilin.

Cały czas wiadomość o „odkryciu” elektryzuje dziennikarzy w Polsce. Mówi się o nim w programach telewizyjnych i audycjach radiowych, piszą o nim nawet internetowe serwisy małych miejscowości. Temat skwapliwie podchwyciły również skrajnie prawicowe media. „Odkrycie skarbów” i to w dodatku „żydowskich” okazało się atrakcyjnym materiałem dla społeczeństwa coraz bardziej sfrustrowanego życiem w dobie pandemii.

Zdjęcie tefilin zaprezentował rabin Awraham Krieger – dyrektor niezbyt znanego izraelskiego Instytutu Shem Olam. Rabin Krieger zapowiedział, że nie ujawni źródła pochodzenia znaleziska. Sprawa zapewne nigdy nie zostanie w pełni wyjaśniona. Raczej niewiele szczegółów ustalą też polscy prokuratorzy.

Jednak chociaż minimum krytycyzmu wobec artykułu w Israel Hayom każe podchodzić do sprawy z dużą ostrożnością. Już samo stwierdzenie, że „w ostatnich latach polskie władze zaczęły wyburzać budynki w obrębie getta warszawskiego” dowodzi, że autor tekstu, Hanan Greenwood, wykazuje się zupełną nieznajomością sytuacji w stolicy. Trudno też uwierzyć, że polski robotnik, który rzekomo odnalazł „bunkier”, zwrócił się z ofertą przekazania znalezionych artefaktów do mało znanej organizacji w dalekim Izraelu. Według autora artykułu zestaw dziesięciu filakterii wraz z bronią porzucili religijni bojownicy Powstania w Getcie Warszawskim, tworzący minjan w bunkrze. Piękna to historia, ale z każdym zdaniem coraz mniej wiarygodna.

Bezsprzecznie w ziemi na terenie Warszawy wciąż tkwią tysiące różnych przedmiotów z czasów wojny. Dość często trafia się na nie podczas różnych robót. Jest też prawdą, że tzw. nadzór archeologiczny czasem ogranicza się do okresowych wizyt archeologów, którzy zabierają wykopane znaleziska – te, których robotnicy nie uznali za nadające się do sprzedaży we własnym zakresie.

W kontekście tabloidowego stylu artykułu w Israel Hayom, historia wydaje się wątpliwa. Pozostaje pytanie skąd rabin Krieger zdobył stare tefilin. Być może nabył je od handlarza, który dla podbicia ceny dorobił do oferty zmyśloną historię ich odkrycia. Na myśl nasuwa się sprawa tzw. muru getta przy ul. Siennej, którego replikę wykonało kiedyś Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie i umieściło na swojej ekspozycji. Problem jednak w tym, że – jak twierdzili mieszkający obok Mieczysław i Bogusław Jędruszczakowie – mur rozsypał się w latach 50. lub 60. i został zbudowany od nowa, zapewne z zupełnie innych cegieł. Nie bez powodu profesjonalne muzea starannie sprawdzają autentyczność i przeszłość eksponatów przyjmowanych do swoich kolekcji.

„Sensacyjne odkrycie” może przynieść więcej szkód niż pożytku. Może zmobilizować różnych „poszukiwaczy skarbów” – na terenach dawnych gett, ale także na cmentarzach i w nieużywanych synagogach.

Słusznie postąpili dyrektorzy Muzeum POLIN, Muzeum Getta Warszawskiego i Żydowskiego Instytutu Historycznego przypominając we wspólnym oświadczeniu, że przedmioty znalezione w ziemi podlegają ochronie prawnej, a ich wywóz z kraju wymaga pozwolenia.

Krzysztof Bielawski

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!