“Żydzi przeżyli dzięki Polakom” – premier Morawiecki w Narodowym Dniu Pamięci Polaków Ratujących Żydów

Premier Mateusz Morawiecki w Sadownem, 24.03.2019, fot. Adam Guz/KPRM/Twitter

“Wbrew różnym oszczerstwom, które się pojawiają, liczne źródła przemawiają za wielką pozytywną rolą Polaków w czasie II wojny światowej” – mówił dziś premier Mateusz Morawiecki w Sadownem w powiecie węgrowskim, oddając hołd Polakom, którzy w czasie wojny pomagali Żydom. Uroczystość zorganizował Instytut Pileckiego, a powiat węgrowski jest jednym z opisanych w książce “Dalej jest noc”.

“Mieszkańcy tego powiatu, powiatu węgrowskiego (…) zdali egzamin z człowieczeństwa, wbrew różnym oszczerstwom, które się pojawiają, liczne źródła przemawiają za wielką pozytywną rolą Polaków w czasie II wojny światowej, w czasie nocy niemieckiej okupacji” – podkreślał Morawiecki.

“Żyd, który spotkał Niemca, stawał się martwym Żydem, a Żyd, który spotkał Polaka, miał szansę przeżyć. I wszyscy Żydzi, którzy przeżyli II wojnę światową, w mniejszym lub większym stopniu przeżyli ją dzięki tym bochenkom chleba, dzięki schronieniu, którego udzielali im ich polscy sąsiedzi” – wyjaśnił premier.

Według danych ze stycznia 2017 r. tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Świata otrzymało 601 Niemców. Wśród nich Wilm Hosenfeld, żołnierz Wehrmachtu, który ocalił Władysława Szpilmana.

Hosenfeld stacjonował w czasie wojny m.in. w Węgrowie. W lutym 1940 r. w liście do żony pisał z Węgrowa: “Jest to Żyd, bardzo pracowity chłop, pracuje u nas za jedzenie i może jeszcze wziąć coś dla swoich dzieci; zapłaty nie dostaje. Kiedy zaczyna mówić po niemiecku, można boki zrywać. Ilekroć mnie spotyka, z szacunkiem ściąga swoją futrzaną czapkę i robi ‘Heil Hitler!’. Mali polscy chłopcy, którzy biorą codziennie jedzenie od żołnierzy, też używają tego pozdrowienia; sądzą pewnie, że zrobi to na Niemcach dobre wrażenie”.

W innym liście wspominał: “Nie mogę się nadziwić gościnności Polaków. Z mojego powodu natychmiast nakryto stół do kolacji. Żywność jest przecież bardzo trudna do zdobycia, a mimo to częstują tym, co mają”.

Adam Starkopf – wraz z żoną i córką – w czasie wojny ukrywał się na aryjskich papierach w Sadownem. Pracował w miejscowym tartaku, udając Polaka. W swoim pamiętniku napisał: „Pewnej zimnej nocy, na początku stycznia 1943 r., (…) Pela i ja już spaliśmy, kiedy obudził nas stukot przejeżdżającego pociągu kolejowego, a następnie odgłosy karabinu maszynowego. Słyszeliśmy, jak pociąg zatrzymuje się”. Wkrótce sąsiedzi zapukali do drzwi Starkopfa i powiedzieli, co się stało: „Jacyś Żydzi właśnie uciekli z pociągu i Niemcy zaczęli do nich strzelać! Musieli trafić sporo. Pomyśl tylko – wszyscy ci Żydzi leżący na ziemi, gotowi do zabrania! To gratka! Możemy wyjść, wziąć ich i przekazać Gestapo. Zabierzemy ich ubrania, opróżnimy ich kieszenie, a w dodatku otrzymamy nagrodę od Niemców za ich przyprowadzenie. Wszyscy inni w wiosce też się wybierają, więc lepiej się pospieszmy! W przeciwnym razie nie zostanie dla nas Żydów!”.

„Kilka minut później usłyszeliśmy jęki i krzyki na zewnątrz, gdy rannych Żydów przeciągnięto przez śnieg do stodół i stajni. Pościg trwał całą noc” – wspominał Starkopf w nieprzetłumaczonej nigdy na polski książce “Will to Live: One Family’s Story of Surviving the Holocaust”.

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka, zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.