Lot nad światem. O wierszach Abramka Koplowicza

Abramek Koplowicz z rodzicami

Kiedy w 2004 roku Archiwum Państwowe w Łodzi w sześćdziesiątą rocznicę likwidacji Litzmannstadt Getto przygotowuje wystawę „Dzieci łódzkiego getta” możemy zobaczyć na niej zdjęcie Abrahama Koplowicza. Dziesięć lat później Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi organizuje kolejne wydarzenie, w którym izraelski zespół Kerah9 śpiewa piosenki inspirowane utworami Koplowicza. A w 2012 roku na łódzkich kamienicach, znajdujących się na terenie dawnego getta powstają murale pamięci z wizerunkami dzieci polskich, żydowskich i romskich żyjących wówczas w dzielnicy Bałuty. To na dzisiejszych Bałutach w latach 1940-1944 działało Litzmannstadt Getto. Wśród powstałych dzięki archiwalnym fotografiom murali znajduje się także ten, który przedstawia trzyletniego Abrahama Koplowicza. W 2019 roku Lena Piękniewska wraz z zespołem gra koncert w studio radiowym im. Agnieszki Osieckiej, w którym śpiewa wiersze młodych poetów getta, wśród nich jest i ten najbardziej znany Abramka Koplowicza – „Marzenie”. Z koncertu zagranego w radio jeszcze w tym samym roku ukazuje się płyta, której tytuł – „Coś przyjdzie: miłość lub wojna” – artystka zaczerpnie z wiersza innej żydowskiej poetki – Zuzanny Ginczanki. To może oznaczać, że budzi się w nas wrażliwość, o ile nie na poezję, to przede wszystkim na losy tych, którym przyszło żyć w trudnych czasach wojny.

Abraham Koplowicz, jedyne dziecko Mendla i Yochet Gittel Koplowiczów urodził się w Łodzi, 18 lutego 1930 roku. Jako dziesięciolatek doświadczył pełni wojny i okrucieństwa nazistów, którzy w zamieszkanej przez jego rodzinę łódzkiej dzielnicy utworzyli getto. Odizolowując tym samym od reszty miasta dwieście tysięcy Żydów. To w getcie powstały pierwsze wiersze chłopca, co wiemy z chronologii opisywanych w nich wydarzeń. Łącząc los Abramka z jego spuścizną jawi nam się mądre i poważne dziecko, które z pokorą godzi życie i pracę w getcie z pisaniem wierszy. A trzeba cały czas pamiętać, że miał on wówczas nie więcej niż jedenaście lat. Poza wierszami, które młody poeta zapisywał w samodzielnie prowadzonym zeszycie odnalezionym po wojnie przez jego ojca na strychu rodzinnego domu odkryto także namalowany przez Abramka obraz przedstawiający starego Żyda. Ubrany w tałes, trzyma w rękach najprawdopodobniej Torę i modli się przy zdobnej arce w skromnym pomieszczeniu o czerwonych ścianach. Obraz nosi tytuł „Modlitwa” i datuje się go na 1943 rok, a więc trzynasty rok życia Abrahama Koplowicza i niecały rok przed jego śmiercią. Na tym samym strychu znaleziono też fotografię, jedyną ocalałą (a być może zwyczajnie jedyną, jaką rodzina Abramka posiadała) przedstawiającą małego chłopca, blondynka o żywych oczach w otoczeniu rodziców, z ulubioną pewnie zabawką – drewnianym łaciatym konikiem. Fotografia, wykonana prawdopodobnie w zakładzie fotograficznym, bo raczej nie na jakiejś ważnej uroczystości, skoro Abram żywo zainteresowany jest zabawką, której – sądząc po tym, jak ją trzyma i jaki wzrok bojowy kieruje na fotografa oddać nie ma zamiaru. Cała rodzina Koplowiczów ubrana jest w odświętne stroje – białe koszule, krawat taty i ozdoby we włosach mamy oraz spodenki na szelkach chłopca pozwalają domyślać się podniosłości tego zdarzenia. Na tej fotografii Abramek ma niecałe dwa lata.

A sam zeszyt z wierszami, na okładce którego odnajdujemy zapisane pochyłym pismem dziesięciolatka litery ułożone w tytuł „Utwory – własne” (tak właśnie z myślnikiem) zawiera osiem wierszy i dwie krótkie formy sceniczne. Ze wszystkich tych utworów odczytujemy zapis życia w getcie – niezwykle dojrzały, zwracający uwagę na wiele ważnych aspektów, jak stosunki międzyludzkie, wartość dostarczanego posiłku czy lęk przed dalszym losem. Najbardziej znanym wierszem z tego jedynego zbioru Abrahama Koplowicza jest ten zatytułowany „Marzenie”. Wiersz o planach zaledwie nastoletniego chłopca doczekał się wielu interpretacji – zarówno muzycznych (jak wspomniana płyta) czy filmowych. Zacznijmy jednak chronologicznie, jak zapisywał wiersze Abramek, od „Hej, w resorcie!”. W tych zdawałoby się wesołych rymach, które czytamy już w pierwszym akapicie, a które brzmią „Hej, w resorcie, tam wesoło!/ Siedzą sobie szewcy wkoło” dał wyraz swojej spostrzegawczości, w sposób inteligentny obchodząc ciężką prozę życia w getcie. W tym swoistym poemacie na cześć pracy jest wszystko – od stałego jej rytmu, gdzie „Jeden gwiżdże, drugi śpiewa”, przez współpracowników – szewca, salową czy podinstruktora, do oceny kto pracuje więcej, i kto kim dowodzi. Wszystko zapisane raźną rymowanką.

W wersach „Hej, w resorcie!” znajdujemy też wskazówkę na temat diety przysługującej pracownikom, z której słów „zjadłszy tę zupę, znowu głód poczuje” wnioskujemy, że była to bardzo skromna dieta (z bogatych źródeł, jakimi są przypisy, które odnajdujemy na końcu zeszytu Abramka, wydanego w 1993 roku przez Poleski Ośrodek Sztuki w Łodzi dowiadujemy się, że dieta ta z każdym kolejnym miesiącem stawała się coraz uboższa). Tytułowym resortem w getcie nazywano wyspecjalizowane zakłady i warsztaty, które produkowały ubrania, głównie dla wojska niemieckiego. Szyto w nich płaszcze, buty czy choćby pantofle z filcu, a pracownikami, poza wykwalifikowanymi i przyuczonymi do zawodu dorosłymi były też dzieci, które resorty zatrudniały już od dziesiątego roku życia. Praca wykonywana przez Abramka trwała od pięciu do siedmiu godzin dziennie i obejmowała wspomniane skromne wyżywienie. Jednak z tego wiersza, który był pierwszym utworem młodego poety wynika, że stosunki w pracy nie były złe, współpracujący szanowali się wspólnie wykonując nałożone na nich obowiązki. O tej miłej zdawałoby się atmosferze w resortach świadczyć mogą dwa kolejne wiersze, w których wzniosłymi słowami opiewa Abramek prezesa resortu i jego zastępcę. „W dniu rocznicy resortu/ Mały wiersz ten klecę/ I u Twych stóp go składam./ Oddany dalece,/ Wielbiący i ufny Ci” – to w wierszu „Dla Pana Prezesa” kierowanym do Chaima Mordechaja Rumkowskiego, który był przełożonym getta łódzkiego. A z kolei słowa „I Do Ciebie też nasze serca należą,/ Pełne serdecznej wdzięczności” dotyczą zastępcy prezesa i pochodzą z wiersza „Dla Pana Jakubowicza” (Aron Jakubowicz był zastępcą Rumkowskiego). Z utworów opowiadających o życiu w getcie przeczytamy w zeszycie jeszcze dwie, ciekawe poznawczo scenki rodzajowe. Akcja obydwu – „W odzieżowym” oraz „Po rację” – rozgrywa się w kolejce po towary deficytowe, co rodzi konflikty, które Koplowicz zgrabnie ubiera w słowa komentując tym samym ironią i kpiną ludzkie zachowanie w obliczu gospodarki niedoborów i trudnego czasu wojennego.

Ale pisał też Abramek wiersze filozoficzne, nad wyraz dojrzałe jak na trzynastoletnie dziecko, w których widoczne jest już to, co w chłopcu kiełkuje – świadomość losu. Takim wierszem jest „Zegar”, którego już tytuł sugeruje poemat o mijającym czasie. Choć czas w Abramkowym zegarze biegnie bezdźwięcznie i „Bez słychu się luźni sprężyna”, bywa, że na zmianę to „dłuży się minuta”, to za chwilę gna z „zawrotną szybkością”. W wersach wiersza „Zegar” można dopatrzeć się echa poezji Zuzanny Ginczanki – słowotwórstwo i nieoczywisty zapis, tak charakterystyczne dla jej poezji znajdujemy choćby w cytowanym „Luźni się” i „bez słychu”. Z „Zegara” wreszcie możemy odczytać ukryte miedzy wierszami zwątpienie – raz czas zdaje się stać w miejscu, by za chwilę przyspieszyć – to nic innego jak zapis zdarzeń i nastrojów, od względnego spokoju i stagnacji, do dramatycznych wydarzeń, które musiały niepokoić i powodować wzburzenie. Innymi wierszami lirycznymi Koplowicza są dwa zbliżone w wymowie „Ofiara” i „Żebrak”. Ten pierwszy jest opowieścią o śmierci młodego żołnierza żydowskiego, na którego daremnie czeka cała rodzina. Berełe – bohater wiersza i jego los, stanowią przeraźliwą wizję przyszłości Abramka, bo tak samo, jak rodzina z wersów wiersza czekała na Berełe, tak ojciec Abramka Mendel Koplowicz czekał na swojego syna, z którym rozdzielono go w Auschwitz. Zdaje się więc Berełe alter ego samego Abramka.

Jakby w kontrze do bohatera „Ofiary”, który nigdy do czekającej rodziny nie wrócił mamy chodzącego po domach żebraka w wierszu „Żebrak”. W tytułowym żebraku, na którego nikt nie czeka możemy zobaczyć nienarodzonego Chrystusa, który złożony pod sercem brzemiennej Maryi zostaje odrzucony przez ludzi. Ale jest też bohater tego wiersza Żydem umęczonym wojenną tułaczką, niechcianym ciężarem przed którym zamyka się drzwi, zatem idzie „głodny, spragniony,/ Przed wiatrem szukając ochrony”. Szczególnie te dwa wiersze Koplowicza – „Ofiara” i „Żebrak” opisują ludzką obojętność na krzywdę drugiego człowieka, uwidaczniając tym samym problem, z jakim spotykał się chłopiec, lub miał świadomość możliwości doświadczenia podobnych. Innym bardzo dojrzałym wierszem, który jest równie ginczanowski, co wspomniany „Zegar” – zarówno w formie, jak i przekazie jest „Wicher” (autorka powyższego tekstu spotkała się z przypisywaniem autorstwa wiersza „Wicher” Abramowi Cytrynowi, jednak znajdując go w zbiorze „Utwory – własne” A. Koplowicz, który jest reprintem oryginalnego zeszytu złożonego w Muzeum Jad Waszem włączyła go do analizy).

Zdaje się, że w wersy wiersza „Wicher” włożył Abramek te przeczucia, które rodziły się w nim wraz z kolejnymi dniami w getcie, a których nie chciał być może głośno wypowiadać woląc ukryć je w zakamarkach umysłu, niczym jego jaskółka, która ukryła się w stogu siana, i tam „strachy powiada o świecie”. Być może współczesny czytelnik, znający historię nadinterpretuje tę opowieść, o czym świadczyć mogą słowa zapisane w kolejnych wersach sugerujące zwyczajny dziecięcy strach. Zapewne otoczenie, w którym żył mały Koplowicz, a nawet budynki getta, będące w złym stanie po prostu potęgowały dźwięki i stąd te dziecięce obawy przed wiatrem gwiżdżącym w szparach okien, a może nawet w oknach bez szyb. Tego możemy się tylko domyślać, natomiast pewność w innej materii daje nam wiersz pod tytułem „Marzenie”. To wiersz symbol, najbardziej rozpoznawalny utwór Abramka Koplowicza, nawet jeśli odbiorca nie identyfikuje jego treści z tym właśnie autorem. Niezwykle dojrzałe, dokładnie zaplanowane słowa dotyczące przyszłości, której autor pragnie dla siebie ewokując ją wersami „Jak będę mieć dwadzieścia lat,/ Zacznę oglądać nasz piękny świat” w obliczu znanych nam wydarzeń brzmią tragicznie. Ale poza tym, że wiersz „Marzenie” jest najpiękniejszym przykładem nieskrępowanej dziecięcej wyobraźni jest też jednocześnie dojrzałym odniesieniem do poematu rzymskiego poety Horacego pod tytułem „Poeta – ptak”. Choć tych dwóch autorów dzieliła nie tylko różnica wieku kiedy pisali swoje wiersze, ale przede wszystkim tysiące lat życia obaj marzyli o spoglądaniu na świat z góry, jak gdyby chcieli objąć jego potęgę umniejszając tym samym okrucieństwo. Horacy podawał do lotu wysokie skrzydła, na co Abramek odpowiadał wielkim ptakiem motorem. Tak jak obaj marzyli o lataniu, tak ich śmierć miała wspólny tragiczny wydźwięk, choć Abramkowi wyrwano życie siłą. Nie pozwolono jemu stać się nieśmiertelnym ptakiem unoszącym się nad światem.

Zabrany w wieku czternastu lat, po czterech latach życia w getcie do obozu w Auschwitz-Birkenau już z niego nie wrócił. I znowu ta wspólnota z Zuzanną Ginczanką, bo przecież oboje stracili życie z rąk nazistów u schyłku wojny, i obojgu im ta śmierć nie pozwoliła rozwinąć talentu. Kto wie kim zostałby mały blondynek ze zdjęcia? A gdyby jednak przeżył i pisał wiersze, byłby cenionym poetą… cóż, mówiąc o Abramku Koplowiczu śmiało możemy oddać się marzeniom. Podsumowując zatem powyższą analizę dostrzeżemy w twórczości Abramka zdolność do postrzegania otaczającego świata, ale też umiejętność wychodzenia poza jego granice. Być może wiele z opisanych przez niego historii miało zarzewie w opowieściach zasłyszanych z ust dorosłych, jednak znamienita część jego wierszy świadczy o horacjańskiej umiejętności unoszenia się ponad światem i przenikania rzeczywistego wymiaru. Nie dowiemy się już dziś czy był to zabieg celowy pozwalający dziecku na ucieczkę od prawdziwego życia, czy swoisty ptasi dar. Wiemy natomiast, że ani szczyty w krainie magów z dziecięcych fantazji, ani lody Północy nie przerwały tego lotu jak na wzór Ikara słońce. Poetę-ptaka z łódzkiego getta zabrały nienawiść i okrucieństwo, nie pozwalając nam dostrzec końca tej podniebnej podróży.

Inspiracją do powyższego tekstu był wspomniany na samym początku zeszyt z wierszami Abrahama Koplowicza wydany pod tym samym tytułem, jaki osiemdziesiąt lat temu nadał jemu jego autor – „Utwory – własne”. Dzięki pomocy przyrodniego brata Abramka Eliezera Grynfelda dotarł on do polskiego czytelnika. I choć ta piękna historia ma też ciemną stronę, w której Eliezer wspomina, że ojczym nie lubił rozmawiać o swoim pierworodnym synu pozostaje nam wierzyć, że była to po prostu bolesna rana, a nie brak ojcowskiej miłości. Ojciec Abramka przeżył wojnę i dożył słusznego wieku, nie jak ojciec Berełe z Abramkowego wiersza „Ofiara”, który umarł z tęsknoty za synem. Gdyby przeżyli obaj zapewne z uznaniem ojciec czytałby wiersze syna.

Monika Mellerowska

Cytaty pochodzą z książki “Utwory – własne”, A. Koplowicz, 1993, Poleski Ośrodek Sztuki w Łodzi