Podróż między teraźniejszością a przeszłością

Jest taki dom, który stoi tam, gdzie nikt nie chodzi. Przez dziurę w dachu wpadają krople deszczu, ale mieszkającym tam wspomnieniom to nie przeszkadza. Na zarośniętym podwórku tylko ja widzę ślady moich o połowę mniejszych stóp, które zostawiłam tu wiele lat temu. Andrzej Stasiuk też ma taki dom. W swojej najnowszej książce zaprosił do niego czytelników.

“Przewóz” jest dla mnie opowieścią o poszukiwaniu pamięci. O tym, że za późno uświadamiamy sobie potrzebę zadawania pytań. Ciekawi nas wielki świat, ale nie dzieje rodzinnej wioski. No bo co interesującego mogło się tam wydarzyć? Jakie niezwykłe rzeczy mogli widzieć moi dziadkowie, gdy byli dziećmi? Kiedy jeszcze jesteśmy bardzo młodzi nie zadajemy dziadkom takich pytań. Potem dorastamy i nie mamy już szansy, by z nimi porozmawiać.

Rzeka Bug w czasie wojny była granicą między terenem zajętym przez Niemców, a terenem zajętym przez Rosjan. Różni ludzie z różnych powodów przepływali na drugą stronę. Czasami byli to Żydzi, którzy uciekali przed śmiercią w gettach, czasami komuniści, którzy szukali dla siebie lepszego miejsca, czasami na niemiecką stronę wracali ci, którym się jednak nie udało. Wodna granica była pilnie strzeżona. Niejeden zginął – od kuli niemieckiego lub rosyjskiego strażnika – próbując ją przekroczyć. Taka śmierć nie robiła specjalnego wrażenia. Była jedną z wielu śmierci, które wydarzały się w tamtym czasie.

Stasiuk podróżuje między przeszłością a teraźniejszością. Jest przewoźnikiem, który swoich czytelników zabiera raz na jeden, raz na drugi brzeg. Oprowadza nas po przestrzeni pełnej zadanych zbyt późno pytań. Rozumiem jego potrzebę szukania odpowiedzi, bo też szukam własnych. I pewnie czasami mijamy się na tych samych ścieżkach.

Autor “Przewozu” przyjechał nad Bug przed ostatnimi wyborami prezydenckimi. Widział banery “przystojniaka i gamonia” wiszące w poszczególnych miejscowościach. “Przejechałem przez wieś. Nie było widać żywej duszy. Mignął drewniany kościół, który kiedyś był unicką cerkwią. Stał na wysokiej skarpie nad rzeką. Za towarzystwo miał papieża z plastiku udającego metal” – pisze Stasiuk. Gdyby zatrzymał się koło tego kościoła, usłyszałby księdza, który potępia zniszczenie banera przedstawiającego jednego z kandydatów – tego, którego autor książki nazwał “gamoniem”.

A gdyby przejechał na drugą stronę czasu, może mógłby pójść ze mną – wtedy małą dziewczynką – na znajdującą się obok plebanię. Odwiedziłam kiedyś z mamą i bratem mieszkającego tam kapłana. Zapytał, czy nie zjedlibyśmy czekolady. Oczywiście, że chcieliśmy. Przyniósł więc nam na sreberku trzy małe kostki – jeden czekoladowy rządek przeznaczony dla naszej trójki. To była cała gościna, jaką nam zaofiarował. Chociaż wielokrotnie później odwiedzaliśmy tę miejscowość, nigdy więcej nie wstąpiliśmy na plebanię.

Wstępuję za to do domu bez drzwi, okien i z dziurawym dachem. Przechadzam się starymi ścieżkami, które istnieją już tylko w mojej pamięci. Szukam resztek historii, których nie ma kto opowiedzieć. Za późno zadałam swoje pytania.

Andrzej Stasiuk “Przewóz”, wyd. Czarne, Wołowiec 2021

Katarzyna Markusz

Newsletter

Wpisz poniżej swój e-mail, a nie przegapisz najważniejszych artykułów!

About the Author

Katarzyna Markusz
Dziennikarka zajmująca się historią i kulturą polskich Żydów. Redaktor naczelna Jewish.pl.